Co wtorek wieczorem w Warszawie odbywają się zajęcia pracy ze snami w
grupie zatytułowane Teatr Snów.
( Tekst powstał w czasie, kiedy prowadziliśmy opisywane zajęcia. Obecnie ich nie prowadzimy, pracujemy jednak ze snami indywidualnie i elementy tej pracy wyglądają podobnie jak to, co jest opisane w tekście ).
Przybliżymy wam, jak przebiega ta niecodzienna
forma kontaktowania się z nieświadomością. Pokażemy, jak to robimy i co
z tego mamy.
Czym jest sen? Sen jest mapą, drogowskazem zachodzących w nas procesów
psychicznych. Niesie w sobie sygnały nowych wzorców zachowań i pokazuje,
co stoi na przeszkodzie, żeby móc je realizować w życiu. Wskazuje na to,
co aktualnie w naszym życiu zaczyna stawać się ważne i co powinniśmy zmienić.
Od pradawnych czasów ludzie w różnych kulturach czerpali ze snów wiedzę
o świecie, o potrzebnych zmianach chcących dokonać się w ich życiu. Różne
społeczności posiadały swoje Teatry Snów. Sen zawsze odgrywał znaczącą
rolę dla ludzi żyjących w harmonii z naturą.
Dzisiaj naszym Teatrem pragniemy zbliżyć się do bogatego świata snów, uczyć
się wydobywania na światło dzienne prawd, jakie opowiadają o nas nasze
sny.
Teatr Snów to fizyczne miejsce - jest nim ośrodek psychoterapeutyczny POZA
CENTRUM, ale jest to też miejsce w naszej wyobraźni, gdzieś pomiędzy światem
dnia i światem nocy. Spotykamy się w grupie do 12 osób. Grupę prowadzi dwoje
psychoterapeutów z ośrodka. Na początku zajęć opowiadamy sny. To jest wspaniała
zabawa, ale żeby dzielić się historiami, które przyprawiają nas o mocniejsze
bicie serca, trzeba też odwagi.
Opowiadanie snów to zaledwie preludium, budujące atmosferę niesamowitości
a zarazem otwartości i zaufania. Po tym następuje już właściwe przedstawienie.
Spośród ochotników wybieramy jedną osobę, której sen posłuży nam do odegrania
krótkiego przedstawienia. Śniący jest kimś w rodzaju reżysera - opowiada
swój sen, a prowadzący pomagają wyodrębnić z niego figury senne, role.
Dla osób nie zaznajomionych z pracą z procesem zaskoczeniem jest to, że
można zagrać wirujące żelazko albo starą stodołę pachnącą drewnem - można,
zagrać można wszystko, zakładając, że nie przejmujemy się przesadnie sobą
ani tym, co robimy. Więc kiedy na twarzach naszych aktorów pojawiają się
wypieki i zakłopotanie, mówimy: "Pamiętaj, że to jest teatr. To tylko zabawa i przede wszystkim - nie
musisz tego robić. Jeżeli nie chcesz, poproś kogoś innego albo jednego z prowadzących
- zrobi to za ciebie, a ty tylko popatrzysz i powiesz, czy o to chodzi." W
dalszej części akcji śniący (czyli osoba, której przyśnił się ten sen)
nie tylko reżyseruje, ale sam zaczyna odgrywać role. Cudze sny wciągają
nas i zmieniają nasze samopoczucie. Potrafimy wcielać się w niesamowite
postacie ze snu nieznanej wcześniej osoby. Postacią ze snu może być wszystko,
co się przyśniło, a zatem niekoniecznie osoba, ale też rzecz, nastrój,
kolor czy wrażenie.
Według teorii pracy z procesem sny są jednym z poziomów doświadczania życia,
na którym wyrażają się relacje pomiędzy postaciami, archetypami, kompleksami,
rolami. Historie te są w przestrzeni, czy się nam to podoba czy nie, i dążą
do tego, żeby się wyrazić.
Sny oprócz indywidualnego charakteru posiadają wymiar ponad jednostkowy, wydarzają
się wokół nas i naprawdę mogą użyć kogoś, żeby się dopełnić. I właśnie dlatego
chcemy pracować ze snami w grupie - żeby nie być ofiarami tego, co od nas większe,
a w teatr życia wchodzić z uwagą i świadomością. I pośmiać się trochę przed
obliczem nieznanego.
Z własnego doświadczenia wiemy, że sen sam zaczyna organizować codzienne sytuacje.
Na tych zajęciach tylko mu w tym pomagamy. W Teatrze Snów próbujemy albo dośnić
sen, czyli to, co mogłoby wydarzyć się dalej, albo zatrzymujemy się nad najbardziej
niesamowitym elementem marzenia sennego. Pracujemy nad tym, co się wtedy działo.
Próbujemy odkryć informację zawartą w tej sytuacji.
Oto mała próbka tego, co się dzieje w Teatrze Snów. Wyobraź sobie, że jesteś
na naszym spotkaniu. Dzisiaj zagramy mój sen.
Śni mi się wirująca płyta kompaktowa. Nagle płyta zacina się i z mechanizmu
odtwarzającego dobiega przeraźliwy zgrzyt. Brrr, jest naprawdę okropny, aż
czuję mrowienie na plecach! Spróbujemy teraz chwilę nad tym popracować! Zapraszamy
do Teatru! Najpierw zobaczmy, kto dzisiaj występuje. Jest wirująca płyta. Mamy
mechanizm odtwarzający i jest zacięcie się płyty oraz zgrzyt. Chcę, żeby ktoś
był wirującym kompaktem, a ja będę mechanizmem, który ma wydać z siebie przeraźliwy
zgrzyt. Spróbuję wam opisać, jaki to zgrzyt. Jest naprawdę rozdzierający. Jak
go zagrać? Muszę się trochę skulić do środka wciągając powietrze płytko do
płuc, a potem nieco się rozprężyć wydając pisk przez zaciśnięte zęby.
Szkoda, że nie możecie tego usłyszeć i zobaczyć, ale spróbujcie chociaż trochę
to zrobić sami! Kiedy tak piszczę, zauważam w sobie chęć, żeby się obracać.
Waham się. W takiej sytuacji na zajęciach prowadzący powinien zauważyć moje
wahanie. Prosi mnie, żebym na chwilę przestał piszczeć i powiedział, co się
stało w chwili, kiedy się zawahałem. Mówię, że nagle zapragnąłem się obracać,
a on zachęca mnie, żebym jednocześnie piszczał i kręcił się. Wiruję! Ja wiruję!
Pytam się siebie, jak to jest tak wirować? Trochę kręci mi się w głowie, ale
jest to płynne wirowanie. Zauważam jednak, że to nie ja wiruję, ale obraca
mną mechanizm odtwarzacza. Jak to zagrać? Proszę inne osoby, żeby zaczęły wirować
wokół mnie. Ja obracam się w środku, a one biegając dookoła wprawiają mnie
w ruch. Czuję się ośmielony i zauważam, że pojawia się we mnie melodia. Prowadzący
zachęca mnie, żebym zanucił tę melodię. Wstydzę się, ale zbieram się na odwagę
i zaczynam nucić. Aha! To już nie jest melodia, ale jakaś piosenka. Wstyd nie
pozwala mi zaśpiewać jej na głos, ale powiem wam, że jest ona o tym, iż nastroje
w życiu się zmieniają i nawet miłość jest niestała. Piosenka mówi mi, żebym
się nie przejmował i chciał żyć dla siebie. Czuję się zadowolony, jednak pojawia
się we mnie smutek. To znak, że czas zmienić miejsce na scenie. Teraz ty zanuć
moją piosenkę, a ja będę mechanizmem odtwarzacza. Zobaczymy, co się stanie
i co tak zgrzyta i zacina się we mnie. Świetnie, bardzo dobrze ci to idzie!
Już wiem! Chcę zgrzytnąć na to, co robisz. Uważam, że jesteś za bardzo skupiona
na sobie, że chcesz, żeby to inni tobą obracali i to od nich uzależniasz to,
co robisz. Chcę, żebyś okazała swoją zależność, pokazała mi, co dla ciebie
znaczę. Musisz być zapisana, czyli mówić do mnie, żebym ja mógł cię odczytać.
Nie podoba mi się twój optymizm w piosence, za którym stoi lekceważenie mnie.
Jeżeli naprawdę zależy ci na ludziach, czas żebyś im to okazała!
W tym momencie dochodzimy do podstawowej opozycji pomiędzy postaciami z naszego
snu. Jest ktoś, kto polega tylko na sobie, a na ludzi reaguje, ale sam nie
inicjuje relacji, nie mówi pierwszy o uczuciach. Jest też ktoś, kto uważa,
że relacje polegają właśnie na zależności. Czy domyślilibyście się, że o to
mogło chodzić?!!
Chciałbym się w tym miejscu zatrzymać. Przedstawienie dobiega już końca. Dobrze
jest, żebym teraz zadał sobie pytanie, jakim jest mi łatwiej być - niezależnym
czy zależnym. Jest to istotne, ponieważ sen pokazuje nam taką część nas samych,
która jest niedopuszczona do głosu przez świadomość. Będzie to ta postać ze
snu, którą trudniej było mi zagrać - z którą się nie utożsamiam. Marzenie senne
uczy i sygnalizuje, że powinienem zacząć zachowywać się inaczej niż dotychczas.
Pora zatem, abym zastanowił się, czy w mojej relacji z partnerem lub być może
w znajomości z kimś z pracy nie powinienem zacząć postępować tak, jak uczy
mnie tego piosenka - skontaktować się z tą strona mnie, która jest dla mnie
teraz bardziej niedostępna i nieuświadomiona, bo przecież ja sam nie uważam
się za niezależnego. Jeżeli tak jest, to ostatnie pytanie: czy decyduję się,
żeby zrobić coś niezależnie, polegając wyłącznie na sobie, czy też nie. To
ważna decyzja - w ten sposób jestem odpowiedzialny za to, co robię.
Kurtyna opada. Dziękujemy ci, drogi aktorze. Jeszcze kręci mi się lekko w głowie.
Możliwości zakończenia tej i każdej innej sceny jest tak wiele, jak wielu jest
śniących. Nawet u jednej osoby proces może się zmieniać z chwili na chwilę.
Naszym zamierzeniem jest wnoszenie uwagi w obecne wydarzenia, docenienie znaczenia
snów, ich praktycznej strony. Aborygeni w Australii mają ścieżki snów, my mamy
Teatr Snów.
Powrót na górę